niedziela, 15 listopada 2015

Natsuki Mamiya - Blask Księżyca / Gekkou - Pseudorecenzja

No Hej! Myśleliście, że ten blogasek padł śmiercią naturalną to się jednak pomyliście :P
Tak, kajam się byłem leniwą bułą, a potem byłem bułą mającą pracę, dobre piwo i betę koreańskiego MMO. Ale teraz wracam! Będzie sucho! Będzie śmiesznie! Nadal będą to czytać 4 osoby!

A teraz do rzeczy. Zostałem namówiony na kupienie (hehe, praca) i przeczytanie drugiej LNki wydanej przez Kotori. Nie było źle.


Gekkou w oryginale ukazało się w 2010 roku i jest, jak sama autorka przyznaje w posłowiu, pisarskim debiutem Natsuki Mamiyi, za który nie dostałą nagrody od Dengeki Bunko.

Książka jest wydana na porządnym papierze, w dodatku foliowana, więc poza rozdziewiczonymi egzemplarzami w Empiku, a takie już się zapewne pojawiły, raczej sobie nie pomacacie co jest w środku. A w środku wita nas ładna rozkładówka ze wszystkimi postaciami jakkolwiek istotnymi dla fabuły :P Plus niespodzianka, którą da się wygooglać, jeśli chcecie psuć sobie niespodzianki.

W 210 stronach które dostajemy za niecałe 25 zł mieści się całkiem niesztampowa historia.
Główną osią fabuły jest znalezienie przez bohatera "przepisu na morderstwo", który zgubiła jego szkolna koleżanka Yoko Tsukimori. Przepis ów jest raczej idiotyczny, co Nonomiya zauważa z wrodzonym cynizmem już od razu. Ale uwaga uwaga, kilka dni później ginie ojciec tejże koleżanki. W sposób dziwnie przypominający ów przepis.
Przypadek? Nie sądzę.
Dalej mamy głównie budowanie relacji z zagadką kryminalną i typowym liceum w tle.

Autorka balansuje na krawędzi używając lub delikatnie sugerując wiele klisz, by niektóre z nich ominąć zwinną woltą. Przez moment np spodziewałem się motywu agresywnego fanklubu, ale jednak nie.
Dostajemy za to cynicznego i inteligentnego protaga, zupełnie nie rozwiniętą bohaterkę z całkiem dobrym potencjałem, ale lepsze to niż klasyczny trójkąt. Suchar z imieniem detektywa, bo wicie, rozumicie, detektyw Konan, he he, i typ władczej ale opiekuńczej siostry. Mogło być gorzej.

Akcja ma przyzwoite tempo, ze zwrotami tam gdzie są potrzebne, na ogół nie pędzi ani się nie wlecze zbytnio, może poza ostatnim rozdziałem, który jest jak dla mnie baaaardzo redundantny.
Konkluzja historii jako takiej jest ciekawa i raczej zadowalająca, ale w bardzo japońskim stylu, więc może się nie podobać.


Ogólnie jest raczej dobrze, no chyba że nie jest. Usami jest bardzo słabo rozwiniętą postacią, w zasadzie jak wszyscy poza parą głównych bohaterów i Konanem, welp. Nie przeszkadza to fabule, ale dałoby się wycisnąć więcej.
Co do tłumaczenia, to momentami czułem ze tłumacz, którego miałem okazję spotkać na tegorocznym MFK, ma te kilka lat więcej niż ja, a przynajmniej nie mniej, i ze dwa razy chciał być "fajny", ale nie wyszło. I może z raz coś zabrzmiało mi sztucznie, ale tu potrafię wybrzydzać :P 
A i tytuły rozdziałów, jest meh, w oryginale były po angielsku i po angielsku mogły zostać.

Podsumowując: Jako lekkie, szybkie czytadło sprawdza się dobrze, jest kilka fajnych pomysłów i ciekawe zakończenie. Jeśli nie szkoda wam ok. 3 godzin (u mnie 3 godziny i 15-20 minut) na czytanie takich rzeczy to całkiem polecam, jest dobrze, mogłoby być lepiej.

PS. Będą teksty o bieżącym sezonie i kilka podobnych pseudorecenzji, stay tuned.
  







11 komentarzy:

  1. W Komiksiarni była niezafoliowana :P
    Ostatniego rozdziału nie nazwałbym niepotrzebnym, aczkolwiek mógł być jednak trochę krótszy. No i Mirai pomimo braku specjalnego rozwinięcia jest postacią, której nie było konieczności rozwijać, natomiast Usami dodaje bezużyteczne wątki.
    Ogólnie potwierdzam, książka jako lekkie czytadło (a takie mają być LN) jest całkiem w porządku, ale dla mnie to chyba zbyt lekkie i może dlatego wolę Romeo xD
    Btw. przeczytaj sobie ten krótką dodatkową historię, bo daje ogólnie to co Gekkou ma w sobie najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zwyrole :P
      Nie napisałem zbyteczny, tylko nadmiarowy, bo powtarza dużo rzeczy, które były wcześniej, po pięć razy powtarza xD

      Usuń
    2. Dlatego mógłby być krótszy xd Nie zmienia to faktu, że ustala dobitnie cel książki, co jest sporym +. Można by jednak uciąć połowę tego rozdziału spokojnie.

      Usuń
  2. o blogasek rezurekcje zaliczył powrócił z krainy porzuconych blogów w odmętach internetu ;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie porzuconych tylko lekko zakurzonych ;P

      Usuń
  3. >redudantny
    >konkluzja
    Faktycznie się już odzwyczaiłeś od pisania xD Oczywiście, że tajtle czapterów wolałbyś w Ingliszu, pewnie nawet byłoby Ci bardziej konwenientnie xD
    Tego buka może sobie bajnę za jakiś tajm, ale póki co nie mam funduszy. Aczkolwiek planuję, poczytałam trochę fanowskiej wersji na Kindlu, z polecenia gdy zraziłam się ostro do LNek po pierwszym tomie Mayo Chiki (spodziewałam się syfu, ale NIE AŻ TAKIEGO, MATKO), zachwyciło mnie, że to zamknięta, jednotomowa historia. Nadal pełna schematów i irytującej narracji typowego głównego bohatera co jest najmądrzejszy i ciągle wspomina jaka ta lasia piękna i jaką ma jasną skórę, no ale.
    Nie obiecuj i nie mów chap póki nie chapniesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, czepiasz się tego co akurat się spotyka :P

      Hmm, ja z LNek so far tylko Strike Witches: Suomus Iran-ko Chuutai Series, którego nie przetłumaczyli do końca i jeden tomik (s)SAO, ten z którego była końcówka drugiej serii (Calibur+Mother's Rosario) oprócz tego i byłem raczej zadowolony.

      I jak bardzo go ta lasia wkurza :P

      Czru dat, ale ma plan chapania :P A w ogóle to mam nadzieję że do zobaczenia na Mokonie, bo właśnie kupiłem bilet

      Usuń
    2. Seryjnych morderców i gwałcicieli też się czasem spotyka, to nie znaczy, że nie należy ich się czepiać :3
      Ja zaraz jak dostałam Kindla to naściągałam pirackich ebooków na próbę i pierwszym, który przeczytałam, był pierwszy tom Mayo Chiki, bo bardzo lubiłam anime - ale chyba tylko za oprawę wizualno-dźwiękową - i to był tak koszmarny paździerz, że łomatko.
      Nie zauważyłam, żeby go wkurzała ale to kwestia tłumaczenia może, w tamtej wersji to było raczej takie wzdychanie, że ech ta baba taka ładna no jak ona może.
      Dobrej zabawy na Mokonie, konwenty to dosłowny Hitler :3

      Usuń
    3. Tajtle w ingliszu bo w oryginale były w ingliszu. Co będzie następne ? Pani Liśćdziecko Księżyclas ? Ja rozumiem, że typowy Polak to tępa świnia angielskiego nie umiejąca, ale skoro przyjmujemy, że jesteśmy na gorszym poziomie niż Japończycy, to trochę kiepsko :P Swoją drogą, dobrze by było nie robić błędów w tłumaczeniu z angielskiego, skoro już tak bardzo chce się to robić xD

      P.S. Tak wiem, necro necro, ale ojtam ojtam.

      Usuń
    4. Byś się chociaż podpisało ;)
      Tak, typowy Polak nie zna języków, zwłaszcza czternastolatka, która jest średnim mangowcem. W oryginale as in japońskiej wersji? To interesujące, ale w sumie normalne dla Japończyków. Którzy też przecież kiepsko znają angielski, dude, te żenujące engrishe są jeden gugiel stąd :)
      Prawda, robienie jakichkolwiek błędów jest brzydkie i paskudnie rzuca się w oczy, zwłaszcza w aż tak wyeksponowanym miejscu jak spis treści. Ale według Myszy w Mangowej Norki to na szczęście jedyny błąd w książce - wierzę jej, bo sama się jeszcze przez ten paździerz przebijam. Obstawiam więc, że pewnie postanowili przetłumaczyć te tytuły rozdziałów w ostatniej chwili, bo jak to tak, NIE PO POLSKIEMU?! i nie sprawdzili czy są poprawne i sensowne przed puszczeniem do druku.

      Usuń
    5. Czy jedyny, to nie wiem. Wydaje mi się, że cośtam jeszcze widziałem, co nie wyglądało na poprawne tłumaczenie, aczkolwiek to było jakiś czas temu i ogólnie to nawet polskiej wersji nie czytałem (przejrzałem tylko).
      Dlatego też właśnie twierdzę, że tłumaczenie rozdziałów to pomyłka była. Polacy jak Japończycy lubią sobie dodać słowo po angielsku, którego pewnie dość często nie rozumieją, więc tytuły rozdziałów pasowałyby idealnie.
      Co do samej książki, to zła nie jest, takie ot lekkie czytadło, a lepszych LN to się ciężko spodziewać (chyba, że pójdą drogą amerykańców i rzucą się na oregairu), co może nawet jest i plusem, bo w obecnym czasie to raczej nie chcę widzieć polskiej firmy zabierającej się za Tanakę XD

      Usuń

Będzie mi miło jak coś od siebie napiszesz ;)